Pierwsze kroki w grze Mount&Blade.

W Mount&Blade tak naprawdę to my decydujemy jak potoczy się fabuła, twórcy dali nam jedynie możliwości do jej rozbudowywania. Ogólnie mówiąc jest to gra o średniowieczu (XIII wiek), gdzie możemy zdobywać zamki, wesprzeć uzurpatorów, czy też brać udział w różnych turniejach.

Na początku otrzymujemy wybór odnośnie tego, czym zajmowała się wcześniej nasza postać (zanim postanowiła zostać łowcą przygód), kim był nasz ojciec, a także co nakłoniło nas do tak nagłej i zdecydowanej zmiany w życiu. Po dokonaniu tych decyzji lądujemy w pewnym miejscu na mapie, najprawdopodobniej to jest zależne od wcześniejszego doboru historii postaci. Tak również przybrane są nam umiejętności. Bez obaw, nie ma to szczególnego wpływu na rozgrywkę. W jej trakcie ciągle awansujemy na kolejny poziom z możliwością dobrania talentów. Dostajemy konia, lekkie uzbrojenie i wtedy możemy wybrać się do obozu szkoleniowego. Dla osoby początkującej myślę, że warto się tam wybrać, żeby zapoznać się z możliwościami walki i dobrać mniej więcej swój styl uzbrojenia w grze. Ktoś, kto już miał do czynienia z Mount&Blade raczej się tam ponownie nie wybierze, może tylko dlatego, że niekoniecznie pamięta mechanikę gry.

mount-blade-1

Chociaż jak wcześniej poświęcił tej grze trochę czasu, to z pewnością ta wprawa uruchamia się już sama. Jak na przykład ma to miejsce w Assassin's Creed. Można kompletnie nie pamiętać, którymi klawiszami się wspinało, a jednak palce po odpaleniu gry już automatycznie przypisują sobie swoje miejsce. Przynajmniej ja tak miałam, co mnie lekko zdziwiło. Jak już się opanowało jako tako walkę, to warto podjechać do jakiejkolwiek wioski i zwerbować ludzi. Wstępnie nie potrzebujemy ich dużo. Z nimi należy podróżować i atakować mniejsze grupy bandytów. Z czasem można się podjąć znacznie silniejszych i większych armii, ale najpierw trzeba swój oddział dobrze wyszkolić, ponieważ oni również awansują. Te rzeczy, które zdobędzie się po bijatyce można, a wręcz wypadałoby, przełożyć do swojego ekwipunku, a następnie sprzedać na rynku w zamku (tymi podpisanymi największymi czcionkami). Po pewnym czasie dostaniemy propozycję od jednego z królów, aby zostać jego wasalem. Tutaj zauważyłam, że ją otrzymujemy w zależności, gdzie obecnie się znajdujemy. Może warto jeszcze dodać, że do wyboru mamy pięć królestw: Khergicki Khanat, Królestwo Rhodoków, Królestwo Nordów, Królestwo Swadii i Królestwo Vaegirów.

mount-blade-2

Skąd czerpano inspiracje królestw?

Co ciekawe, każde królestwo w Mount&Blade jest wzorowane na poszczególnych krajach z średniowiecznej historii świata. Względem Królestwa Nordów chyba nie trzeba tłumaczyć od kogo pobrany jest motyw, oczywiście od wikingów. Świadczą o tym występujące w grze nie tylko osoby, takie jak Król Ragnar, Lord Harald, czy Lord Aedin, ale także samo uzbrojenie wojska w tarcze i topory. W oczy również rzuca się preferowanie walki w formie ciężkiej piechoty niż kawalerii. Królestwo Vaegirów było odwzorowaniem słowiańskiego ludu, szczególną rolę miało tutaj Wielkie Księstwo Moskiewskie. Głównym atutem, który pozwala wyłonić to podobieństwo do Słowian są charakterystyczne hełmy z szpicem na końcu, tzw. szyszaki. Natomiast o większym pokrewieństwie do średniowiecznej Rusi świadczy nazywanie wojów bojarami (w Mount&Blade Warband) i samo ukształtowanie terenu królestwa (lasy tajgi). Królestwo Rhodoków przypomina średniowiecznych Włochów i Szwajcarów. Przede wszystkim ze względu na górzyste tereny i nazewnictwo miast. Ich silną stroną są kusznicy, nie mają kawalerii. Do Królestwa Swadii wskazuje się na podobieństwo u wielu średniowiecznych państw. Między innymi sama nazwa królestwa jest przyrównywana do niemieckiej krainy - Księstwa Szwabii. Imiona lordów mają brzmienie i niemieckie, i francuskie. Khergicki Khanat był odwzorowywany na średniowiecznej Mongolii. Świadczy o tym sam fakt, że każdy tamtejszy wojownik porusza się konno. Konie odgrywały ogromną rolę w codzienności, jak i kulturze Mongołów. Było nawet takie powiedzenie, że "Mongoł bez konia jest jak ptak bez skrzydeł". I oczywiście słowo "khanat" również wiele mówi. Khanat dawniej stanowił formę monarchii, gdzie władca otrzymywał tytuł khana. Przyznam się szczerze, że musiałam korzystać z Internetu, a głównym sprzymierzeńcem była tutaj Wikipedia. Z określeniem Królestwa Vaegirów i Królestwa Rhodoków miałam największy problem. W pozostałych państwach bardzo pomocne okazało się oglądanie seriali. Obejrzałam "Wikingów" i "Marco Polo", gdzie mogłam się napatrzeć na kulturę i uzbrojenie. Wszak z Księstwem Swadii było tak, że po prostu na samą myśl o średniowiecznym rycerzu, zakutym w ciężkiej zbroi to widzę Anglię i Francję. W tym wszystkim najfajniejsze jest to, że każda frakcja ma swoje zalety i wady. Nordowie i Rhodokowie są silni w kwestii obrony zamku, czy też jego zajęcia. Z kolei Swadia, Vaegirowie i Khergicki Khanat świetnie sobie radzą na walce w polu.

mount-blade-3

Nie chwal dnia przed zachodem słońca.

Z początku dość ciężko było mi wyczuć rozgrywkę w grze. Mam tutaj na myśli, że zostałam rzucona w losowe miejsce na mapie i nie miałam bladego pojęcia, co tak właściwie mam robić. Na szczęście od razu w oczy rzucił mi się obóz szkoleniowy, gdzie rozpoczęłam próbę opanowywania sztuki walki w grze. Można sobie wyobrazić, jak początkowo opornie mi to szło, głównie ze strony jeździectwa konnego. Sama walka bronią z coraz trudniejszymi przeciwnikami wychodziła mi o niebo lepiej. Mount&Blade wymaga od gracza, żeby przyswoić w sobie umiejętność wyczucia czasu (trzeba wiedzieć, kiedy puścić przycisk myszki w celu uderzenia przeciwnika z konia). Kiedy już uznałam, że jestem gotowa do prawdziwej walki, wynajęłam ludzi z wioski i przystąpiliśmy do walki z bandytami. Przyznam szczerze, że ciężko mi było atakować mieczem z wierzchowca. Dopiero po pewnym czasie nabrałam praktyki i wychodziło mi to już znacznie lepiej. Tak naprawdę od tego momentu, gdy już opanujesz, na czym mniej więcej polega logika tej gry i przyjmiesz swoją taktykę walki, to gra zaczyna nabierać kolorów. Mnie osobiście potrafiła wciągnąć czasem nawet na kilka godzin z krótkimi przerwami. Bardzo podobało mi się, że zaczynaliśmy kompletnie od zera, a po dłuższej rozgrywce faktycznie można było zobaczyć efekt pracy w postaci większej i silniejszej drużyny, a także samej postaci gracza. Tak więc Mount&Blade wciągnęło mnie na parę tygodni. To jest ta chwila, gdy zdaję sobie sprawę, że w sumie przez ten cały czas jeździłam i atakowałam mieczem. Jednak w pewnym momencie przerwałam granie w Mount&Blade i ciężko mi było ponownie do niego wrócić, nie czułam już takiego przyciągania, żeby w nią zagrać. Po zagraniu w Warband, które jest kolejną częścią serii, zauważyłam, że tak naprawdę bardzo brakowało mi w pierwszej odsłonie wszelkich urozmaiceń. Chodzi mi tutaj o to, że poza bitwami praktycznie nic innego nie było. A we wcześniej wspomnianym Warband są przykładowo uczty organizowane przez lordów, czyli już mieliśmy możliwość lepszego kreowania życia postaci gracza. Tego mi bardzo brakowało. Nawet nie mieliśmy więcej dialogów z towarzyszami. Ja mam w sobie coś takiego, że szalenie przepadam za poznawaniem występujących bohaterów w grze. Dobrze pamiętam jak w Mass Effect chodziłam do każdego i z nim rozmawiałam, w celu zapoznania się z każdą postacią, po czym w pewnym momencie Mordin nie wytrzymał i zapytał mnie, czy ja tak ciągle chodzę i go o wszystko wypytuję, bo się nim interesuję (w kontekście bycia w związku). Ja oczywiście pikachu face, bo ja z przyzwyczajenia wypytuję do ostatniej możliwej opcji dialogu.

mount-blade-4

Podsumowanie recenzji.

Mount&Blade potrafi wciągnąć gracza na długie godziny. Najbardziej podobał mi się element rozwoju drużyny z słabej na silną i złożoną z dobrze wyszkolonych ludzi armię. I niezmiernie się cieszę, że to, czego mi osobiście brakowało w pierwszej odsłonie, dodali w kolejnej części.

Utwory do przesłuchania:

Dziękuję bardzo za przeczytanie mojej recenzji, to wiele dla mnie znaczy :)