Mój plan na trzyczęściową recenzję gier trylogii ,,Dragon Age" z końcowym podsumowaniem.

Na potrzeby recenzji planuję ponownie zagrać w każdą część całkiem znanej trylogii gier - Dragon Age. Mam zamiar zrecenzjonować te trzy główne (Dragon Age: Początek, Dragon Age II, Dragon Age: Inkwizycja). Zdaję sobie sprawę, że jeszcze jest Dragon Age: Przebudzenie i inne dodatki, jednak zostawię je sobie na później. Tak szczerze to jeszcze nie miałam okazji ich przejść. Lekko zasmucił mnie fakt, że nie widziałam w DLC Przebudzenie możliwości rozwoju relacji z innymi postaciami, z czego właśnie słynie dzieło Bioware. Wracając do tych trzech części, to sprawa ma się tutaj całkiem komicznie. W jednej bardzo cenię sobie fabułę, w drugiej ona jest gorsza, ale znowu zdecydowanie lepsza graficznie, a w kolejnej znowu silnym atutem są towarzysze z dość dobrze rozbudowaną możliwością poznawania ich historii. Tak więc chciałabym zastanowić się, która część jest według mnie najlepsza i do której najchętniej wracam.

Zanim zaczęłam grać...

Wobec gry Dragon Age: Początek nie miałam specjalnie dobrego nastawienia. Z pewnością nie ma w tej kwestii porównania w przypadku do reszty. Cieszyłam się z tego, że mogę ponownie wtopić się w tamtejszy świat. Znów wykreować swoją postać i stworzyć swoją historię. Od razu warto wspomnieć, że moja przygoda z Dragon Age zaczęła się dopiero od drugiej części. O tym, jak dokładnie udało mi się ją odnaleźć, opowiem w kolejnej recenzji. Tylko napomnę, że to całkiem szczęśliwy traf. Także na samym początku może spróbuję przedstawić, co tak właściwie jest głównym problemem i celem w tej grze. Otóż w obecnie omawianej odsłonie wcielamy się w pewną postać. Czemu pewną, nie ma konkretniej? Takiego Geralta? Nie tym razem. Mamy możliwość wykreowania nie tylko postaci, ale również do wyboru dostajemy rasę (krasnolud, elf, człowiek) i profesję (wojownik, mag, łotrzyk). Ciekawym dodatkiem jest to, że w zależności, jaką rasę i profesję wybierzemy, tak potoczy się inaczej historia naszej postaci. To mi się również bardzo spodobało i umożliwia to kilkukrotną rozgrywkę.

da-origins-1

Jak wygląda kreator postaci?

Trzeba przyznać, że kreator postaci w tej grze naprawdę robi swoje. Bardzo łatwo można się wczuć w stworzoną przez siebie postać. Ja faktycznie w pewnym momencie rozgrywki czułam się Szarym Strażnikiem, co było super uczuciem. Odnośnie samego tworzenia wyglądu bohatera, to osobiście uważam, że spełnia swoje zadanie. Brakowało mi tylko więcej opcji fryzur. Trochę z nimi było skromnie. Duży plus za możliwość dobrania głosu do postaci. Żałuję natomiast, że w tej części nie było okazji, aby móc być qunari. Najprościej ujmując, jest to potoczna nazwa rasy. Wyglądają dumnie i groźnie. Charakteryzują się swoją wytrzymałością i są znacznie wyżsi od ludzi. Przeważnie mają na głowie rogi, a ich skóra jest brązowawa lub szara. Na szczęście taka opcja już występuje w Dragon Age: Inkwizycja. Opcje wyboru wyglądu są przedstawione na zdjęciu poniżej.

da-origins-2

To, co warto wiedzieć już na początku gry.

Skupiamy się na dwóch głównych wątkach: jako Szary Strażnik oraz prywatne życie naszej postaci. To drugie jest mniej lub bardziej rozwijane (to zależy od graczy), ale jednak powinnam o tym napomnieć. Oczywiście koniecznie muszę przypomnieć to, co wcześniej napisałam odnośnie budowania relacji z towarzyszami. Myślę, że to zdecydowanie umila rozrywkę, ponieważ nieraz trzeba się dobrze namyśleć, czego nie powiedzieć, żeby nie urazić danej postaci. Niekiedy podjęty przez nas wybór, może mieć duży wpływ na dalszą rozgrywkę i taka zasada panuje w każdej części. W tym przypadku miałam tendencję, że jak wyczułam moment, w którym będę musiała podjąć trudną decyzję, to robiłam save'a. W sumie jak w każdej grze. Jeden malutki kroczek i od razu stop, musi być zapis. Ten nawyk nie urodził się, ale silnie przypięcztował w grze The Elder Scrolls: Skyrim.

da-origins-3

Wracając do fabuły, tutaj jest różnie w zależności od naszego wyboru. Jednak w każdej z opcji spotykamy mężczyznę o imieniu Duncan, który wyłapuje nas w krytycznej dla nas sytuacji i powołuje do służby jako Szary Strażnik. Dalszych szczegółów nie podam, tylko dodam jeszcze, że ogólnie Dragon Age opiera się na rywalizacji między templariuszami i magami. Warto to na wstępie już wiedzieć. The more you know, nie ma za co. Ciężko jest konkretnie opowiedzieć o Dragon Age, ponieważ naprawdę dostajemy rozbudowaną historię. Akurat w tej odsłonie bardziej skupiamy uwagę na Szarych Strażnikach, którzy na nowo muszą powrócić, aby stawić czoło kolejnej pladze, walce z mrocznymi pomiotami. Na wstępie gry dostaniemy informację, że te potwory powstały przez magów. Ta klasa często nie kontroluje swojej mocy i poddaje się woli demonów, powstają tzw. plugawce. Z tego powodu magowie przez wszystkie części są dość oschle traktowani i wysyłani pod kontrolę templariuszy.

da-origins-4

O tym, jak Dragon Age: Początek nie narzucał graczom czasu.

Właśnie to, co najbardziej umila rozgrywkę, to sama historia. Dostajemy dużo rozwidleń, w każdej lokalizacji znajduje się zadanie główne wraz z kilkoma misjami pobocznymi. To jest rzeczą bardzo dobrą, ponieważ nie czujemy się przygnieceni nadmiarem questów i mają one sens. O tym sensie również więcej dopowiem w recenzji Dragon Age: Inkwizycja. I co najlepsze, nie mamy dokładnie określonego czasu wykonania. Chodzi mi tutaj o to, że jeśli pójdziemy przykładowo do Kręgu Magów, to dopóki nie dotrzemy do momentu bez możliwości wyjścia, bo akcja uniemożliwia graczom wyjście, to spokojnie możemy wrócić ponownie do innego miejsca. Mam na myśli, że nie jest narzucony czas wykonania misji, a przynajmniej nie przypominam sobie, aby w jakikolwiek sposób twórcy nam go ograniczali. Podam może przykład prawidłowego nakładania czasu.

Podobał mi się całkiem ten aspekt w grze Mount&Blade, gdzie dostawaliśmy go wystarczająco, aby na spokojnie zrobić misję i przede wszystkim mieliśmy podpis, ile pozostało nam czasu. Czasem mi sprawiał problem, ale nie aż tak bardzo jak w Kingdom Come: Deliverance. Nie powiem, lekko mi przeszkadzało nakładanie ograniczonego czasu, jednak jestem jeszcze w stanie to zrozumieć. Drażni mnie tylko to, że czasem twórcy nie podają nam, ile go pozostało. Pamiętam jak wróciłam po dłuższym czasie i nagle mi wyskakuje informacja, że misja nieudana i muszę natychmiast wrócić na proces pewnej osoby. A tak propos, to miałam zebrać jak najwięcej świadków dla tego nieszczęśnika. No i klapa, bo postanowiłam podjąć się innego questa, a po dłuższej nieobecności, nawet nie pomyślałam o tym, że mogłabym mieć gdzieś limit czasu. To był jeden z DLC Kingdom Come. Nie chcę podawać szczegółów, niemniej ta informacja mnie nie ucieszyła. Ponownie wczytałam save'a i szybko zasuwałam z powrotem. To jest jeden z przykładów i miałam niezłego farta, bo akurat udało mi się ostatecznie wykonać misję.

Nasz pierwszy kompan drużyny - lekko głupiutki, ale za to waleczny Alistair.

Jeśli chodzi o samych towarzyszy to zbieramy ich w miarę postępu historii. Pierwszym naszym kompanem jest Alistair, który szkolił się na templariusza, jednak Duncan przeciągnął go na stronę Szarej Straży, stosując Prawo Werbunku, czyli najprościej ujmując, Szarzy Strażnicy dostali możliwość werbowania ludzi bez względu na ich pochodzenie czy ich uczynki, a reszta musi się do tego przystosować. Jak to dokładnie wygląda w praktyce? Nie spotkałam się jeszcze w tej grze, żeby ktoś się do tego nie zastosował, więc jak najbardziej to prawo działa. Z opowiadań Alistaira wynika, że niekoniecznie się to spodobało wielkiej kapłance i nie do końca wiedział, dlaczego tak negatywnie do tego podeszła. Jednak sam Alistair nie miał nic przeciwko, a wręcz niekoniecznie chciał zostać templariuszem, nie czuł się swobodnie w tej roli. Osobiście był jednym z moich faworytów w tej grze. Czemu głupiutki? Morrigan bardzo lubiła mu wypominać wszelkie jego niedoskonałości, szczególnie te umysłowe. Sam Alistair jednak bardziej do spraw podchodził sercowo, co trochę było przeciwieństwem postępowania Morrigan. Bardzo szanował mabari, czyli takie psy bojowe. To jest jedna z tych postaci, których się nie da nie lubić. Co ciekawe, Morrigan raz zwróciła uwagę Alistairowi, czemu on pozwala prowadzić tak ważną misję początkującemu Szaremu Strażnikowi. On stwierdził, że woli wykonywać rozkazy. Wydawała mi się to taka odpowiedź na odczep się i zastanawiam się nadal, jaki był właściwy powód. To, co mi jeszcze w głowie pozostało, to moment, w którym znajdowaliśmy się w Pustce. To była misja w Kręgu Magów. Demon zaatakował naszą drużynę, przenosząc w inny świat. Wykorzystywał słabości postaci, żeby chciała tam pozostać. Wtedy uświadamiamy sobie, że w głębi Alistair poszukuje szczęścia. Spotykamy go w momencie, kiedy ,,przebywa" u swojej siostry, która jest miłą, sympatyczną kobietą z dziećmi i zaprasza nas na obiad. Chociaż ciężko mu się dziwić, że doszukuje się szczęścia rodzinnego, jako że w młodości był pozbawiony ciepłego grona rodziny.

da-origins-5

No i zupa raczej wystygła - Wiedźma z Głuszy o silnym poczuciu niezależności. Mowa o nikim innym, jak Morrigan.

Kolejnym ważnym towarzyszem jest Morrigan, przybrana córka Flemeth, inaczej była nazywana Wiedźmą z Głuszy. Morrigan i Alistair w parze podczas podróży byli doprawdy bardzo zabawni. Nie chodzi o to, że ze sobą chodzili, o zgrozo, ale bym od nich teraz po łbie dostała. Konkretniej mam na myśli, że w czasie rozgrywki często prowadzili między sobą konwersacje. Przeważnie na zasadzie ciętych ripost. Z natury Morrigan podchodzi do wszelkich spraw na zasadzie praktyczności. To, co ma w sobie pożytek, jest dla niej lepszym wyborem. I może stąd te ciągłe docinki z Alistairem. Pamiętam, jak grałam po raz pierwszy. Nie polubiłam jej od razu. Z czasem jednak przekonałam się, że Morrigan wcale nie jest taka, jaka się z pozoru wydaje. Ciężko zdobyć jej sympatię (bez prezentów, ale prezentami da się wszystkich przekupić, co jest trochę komiczne w tej grze, a zarazem użyteczne, czyli Morrigan approved), jednak kiedy już się z nią zaprzyjaźnimy, to faktycznie widać, że podchodzi do naszej postaci całkiem inaczej.

da-origins-6

Dziwne sny? Zapraszam do drużyny. Urocza i niebezpieczna Leliana.

Leliana pochodziła z Orlais i była bardem. W tym momencie powinnam ostrzec, że pojęcie ,,bard" trochę inaczej funkcjonuje w Dragon Age. To specjalizacja, wywodząca się od minstreli, ale przeniesiona na wyższy poziom w Orlais. Pełnią oni rolę skrytobójców, szpiegów i sabotażystów. Z czasem postanowiła wyruszyć do Lothering i dołączyć do Zakonu. Kiedy zdobędziemy u niej większe poparcie, to uzasadnia, skąd taki wybór. Leliana mocno wierzyła w siłę dobroci, co ewidentnie można było dostrzec w trakcie podróży. Miała ona również swoje podejście do religii, ponieważ według zapisek Zakonu, Stwórca nie kontaktuje się bezpośrednio z ludźmi. A warto wspomnieć, że Leliana chciała dołączyć do naszej drużyny ze względu na sen. Objawił jej się właśnie Stwórca i twierdziła, że dostrzega w nim nawiązanie do plagi. Jej silną wiarę szczególnie widać w misji, gdzie mieliśmy pomóc magom i trafiliśmy do Pustki. Nasz bohater spotyka ją w momencie, w którym gorliwie się modli przy czcigodnej matce. Do pustki trafiliśmy przez demona, więc on starał się utrzymać postać w tym świecie, zaglądając w jej największe pragnienia. W pamięci utkwił mi się jeszcze jeden fakt odnośnie tej postaci. W jednej z rozmów w obozie można się było dowiedzieć, że Leliana zwraca szczególną uwagę na buty. Czy ta postać podbiła moje serce? Lubiłam ją, ale nie przywiązałam się do niej tak mocno, jak do chociażby Alistaira czy Morrigan. A moje odczucia do tej postaci zmniejszyły się po rozgrywce w Inkwizycję.

da-origins-7

Wieczny optymista drużyny i członek Antivańskich Kruków - Zevran.

W dzieciństwie Zevran został sprzedany do niewoli jako Antivański Kruk. Pochwalił się nam nawet, że pomimo swojej bardzo wychudzonej sylwetki, zapłacili za niego niemałą sumkę pieniędzy. Była to gildia skrytobójców, złodziei i szpiegów o dość rygorystycznych zasadach. Kontrakty i umowy należały do spraw pierwszorzędnych. Kiedy członek nie wypełnił zlecenia, było to jednoznaczne ze śmiercią. Tym sposobem do naszej drużyny dostał się Zevran. I chociaż reguły gildii brzmią bardzo surowo, to również zapewniano członkom luksusy. Odnośnie Zevrana to myślę, że on jest jedną z tych postaci, która podczas rozgrywki ma wywoływać u graczy uśmiech. Przynajmniej u mnie się to sprawdziło. Bardzo sobie ceniłam rozmowy z tą postacią, chociaż nie poświęcałam jej tyle czasu, ile czuję, że powinnam. Przy pierwszym spotkaniu określił siebie mianem optymisty. Wydaje mi się, że powiedział to lekko sarkastycznie. Niemniej naprawdę trzeba przyznać, że Zevran należy do niewielkiego grona osób o niewyobrażalnym szczęściu. Można to wywnioskować z jego opowieści i w sumie w każdej miał wyjątkowego farta.

da-origins-8

Kamienne serce. Nasza towarzyszka Shale.

Tak naprawdę z Shale miałam przyjemność grać od niedawna. Podczas pierwszej rozgrywki niestety nie posiadałam do niej dostępu. Aby mieć w drużynie Shale, trzeba mieć dodatek ,,Kamienny więzień". Tak więc żałuję, bo jest całkiem interesującym krasnoludzkim golemem. Nasza przygoda z Shale zaczyna się dość niespodziewanie. W pewnym momencie przemieszczania się po mapie zostajemy zatrzymani przez mroczne pomioty. Okazuje się, że naszej pomocy z tymi monstrami potrzebował kupiec. Po wygranej walce oferuje nam tajemniczą różdżkę. Tłumaczy zasady jej działania, że potrafi ona obudzić golema i podaje zaklęcie, które mamy wymówić przy skamieniałej postaci. Po przebudzeniu Shale, nie jest ona specjalnie tym zachwycona. Jeśli chodzi o samą historię golema, to zanim do nas dołączyła, towarzyszyła magowi. Traktował ją jak zabawkę. Popisywał się przed innymi, rozkazując Shale straszyć ludzi. Jego żona nie pozwalała trzymać golema w domu, bo była za duża. To brzmi lekko komicznie, ale od razu nasuwa się myśl, że zachowują się z potężną, długowieczną istotą tak dziecinnie. Chyba właśnie to nasunęło jej podejście do odmiennych od niej istot jako słabe i kruche. Shale bardzo nie lubiła pokazywać żadnych swoich słabości. Jak zdobędziemy jej sympatię, to z czasem jednak przyzna, że docenia nasze umiejętności. Może nie przywiązałam się jakoś szczególnie do niej, ale myślę, że jest całkiem przyjemnym dodatkiem do gry.

da-origins-9

W naszej drużynie znajdzie się też czworonożny przyjaciel.

O naszym mabari nie da się wiele powiedzieć. Dołącza do drużyny wtedy, gdy wcześniej zrobiliśmy misję z naczelnym psiarzem. Jak łatwo się domyślić, ten mężczyzna opiekował się tymi psami. W momencie, kiedy mabari przystępuje do naszej wesołej gromady, to możemy nadać mu imię. Warto go mieć przy sobie, bo to jeden z tych towarzyszy, których ciężko do siebie zrazić i jest naprawdę kochany.

da-origins-10

Pomocna dłoń w drużynie, czyli nasza staruszka Wynne.

Muszę przyznać, że nie ma to jak Wynne. W czasie rozgrywki jak zawsze okazała się niezastąpiona, ponieważ pełniła rolę uzdrowicielki. Mianowicie samej jej historii życia to nie skupiłam się aż tak bardzo, jak u pozostałych. Zazwyczaj, kiedy Wynne podczas podróży zaczynała o czymś mówić z resztą towarzyszy, to chętnie się zatrzymywałam, aby poczytać, co tam znowu Wynne wymyśli. Pozostała mi w pamięci opowieść o przystąpieniu Wynne do Kręgu. Była bardzo młoda, kiedy tam trafiła. I przypomnę tylko, że do Kręgu trafiają magowie w celu ich kontrolowania. Pilnują ich templariusze. Z anegdoty staruszki wynika, że trafiają się nie tylko źli rycerze, którzy gardzą magami, ale również dobrzy ludzie. Wspomina nawet o templariuszu, który dawał jej cukierki. To właśnie dzięki Wynne możemy się sporo dowiedzieć o życiu w Kręgu. Ogólnie to uważam ją za taką ciepłą duszyczkę drużyny. Sprawiała wrażenie osoby troskliwej i nie bała się docinek z naszej strony. Co jest ciekawe, była koneserką wszelkich alkoholi. I oczywiście, nie uszło to uwadze Oghrena.

da-origins-11

I oczywiście towarzysz do piwa musiał być :) Oghren i jego kufle.

Może Oghrenowi daleko do Zoltana, ale i tak czasami zdarzało mu się faktycznie coś śmiesznego powiedzieć. I ku mojemu zdziwieniu, ten krasnolud ma duszę romantyka. Jego żona zaginęła w Głębokich Ścieżkach i Oghren zawzięcie starał się dla niej załatwić jakąś pomoc. I oczywiście, ostatecznie trafił na nas. Jednak do tego miejsca można się dostać tylko za specjalnym pozwoleniem, bo grasuje tam ogromna ilość mrocznych pomiotów. Zanim więc mogliśmy mieć dostęp, musieliśmy się jakoś przysłużyć krasnoludom w Orzammarze. Twórcy nie mogli się oprzeć, żeby Oghren nie był pijakiem. Często się zdarzało, że w obozowisku upijał się do upadłego. A w sumie wszystkie prezenty, jakie mogliśmy mu podarować, to alkohol. No pięknie, Oghren, mroczne pomioty buszują, towarzyszy Szaremu Strażnikowi a ten pije w najlepsze. Z samej osobowści, to mam podobne nastawienie do niego jak do Zevrana, chociaż Oghrena mniej polubiłam.

da-origins-12

Encyklopedia wiedzy o qunari i filozof w jednym. Nie ma to jak Sten.

Trochę mi wstyd przyznać, ale wśród wszystkich towarzyszy prawie zapomniałam o Stenie w tym poście. Dobrze, że sobie o nim przypomniałam, ponieważ bardzo go lubiłam. Co prawda, na początku znajomości potrafił nieźle denerwować. Nie przepadał za zbędnymi pytaniami, za co nieraz dostawałam po głowie. A tak serio, to przez to często mi się odejmowały punkty sympatii. Przeważnie jak już wypytuję którąkolwiek postać, to zazwyczaj staram się, aby wszystkie pytanie były już wykorzystane. Tak, aby wiedzieć o danej osobie jak najwięcej. Chociaż muszę przyznać, że czasami to już się tak bardzo na nich nie skupiałam. Sten lubi mieć konkretny cel i jest zagorzałym qunari. I chociaż to lekko dziwnie brzmi, to wystarczy tylko z nim chwilę pobyć, aby się o tym przekonać. Ma ogromny respekt do swojej rasy i ich kultury. Stąd właśnie często od niego rodzą się filozoficzne wstawki. Między innymi pamiętam, jak dyskutowałam z nim o jakby stylu życia. U qunari jest tak, że zależnie od płci można wybrać zawód i nie robią tego na zasadzie ,,Ty idź tam, a tamten obojętnie", tylko faktycznie starają się przybrać karierę pod względem umiejętności danego qunari. Tę ciekawostkę akurat wiem z Dragon Age: Inkwizycja. Tak więc nie uszło Stenowi uwadze, dlaczego Szara Strażniczka, czyli ja, zajmuję się walką. Uważał, że to nie należy do obowiązków kobiet. Zanim jednak wyciągnie się o nim pochopne wnioski, to muszę dodać, że Sten szanował nasz wojowniczy styl życia. W miarę jak się z nim zaprzyjaźnimy, to przyznaje, że nasze umiejętności walki są godne podziwu. Lubiłam prowadzić rozmowę z Stenem, ponieważ nigdy nie mogłam przewidzieć, z jakim tekstem zaraz wypali. I pamiętam jak momentami faktycznie myślałam nad jego słowami.

da-origins-13

O tym, jak podczas rozgrywki uszy kłócą się z oczami.

Już przechodzę do wytłumaczenia powyższego zdania. Przyznajmy sobie szczerze, że grafika nie powala, ale to jest zrozumiałe ze względu na rok produkcji. Chociaż i tak mogło być gorzej. Za to muzyka jest cudowna. Gdy wróciłam po dłuższej przerwie do gry i znów usłyszałam ten soundtrack, to jak mi się ciepło na sercu zrobiło. Tak właśnie chciałabym wracać do każdej gry. Od siebie jeszcze dodam, że podobało mi się to, że był dość długi czas gry. Na pewno nie jest to pod tym względem Wiedźmin 3, ale również Bioware sumiennie wykonało zadanie.

Czas na wady gry.

Jak to w każdej grze bywa, muszą się i znaleźć wady. Pod niektórymi względami są one bardzo widoczne i dokuczliwe, czasem są jedynie lekkimi dopowiedzeniami. To, co szczególnie rzucało negatywne światło na Dragon Age: Początek to jedna z głównych misji. Konkretniej chodzi mi tutaj o ten labirynt w lesie, gdzie mieliśmy pomóc Dalijczykom, ponieważ atakowały ich wilkołaki. To było okropne. Jak tylko sobie przypominam o tym, to odechciewa mi się w tę grę ponownie odpalać. W tym lesie można było się strasznie łatwo zgubić. Przechodziłam tego questa kilka dni, bo grałam może na dzień parę razy po godzinie i z irytacji w pewnym momencie wyłączałam. Możliwe, że za drugim podejściem wyszłoby mi to już lepiej, ponieważ mniej więcej już wiem o co chodzi, ale nadal pozostaje w mojej głowie taki niesmak. Kolejną, istotną wadą była płynność ruchu walki. Postacie, którymi kierowaliśmy powolnie się ruszały, a jeszcze w dodatku jak wojownik z bronią jednoręczną, to tylko kubek z herbatą i czekać aż jeden cios uderzy. Chociaż tutaj jak z grafiką, rozumiem, że to były dawne lata produkcji, ale ciągle mnie to jednak gryzie.

Podsumowanie recenzji.

Daję tej części ocenę taką 7,5. ,,Dragon Age: Początek" z pewnością jest pozycją dla osób, które w grze cenią sobie fabułę. Miły dodatek do tej odsłony stanowią muzyka i towarzysze w naszej drużynie, ponieważ są bardzo ładnie dopracowani. Jednak jeśli ktoś poszukuje gry głównie z ładną grafiką, to ewentualnie może spróbować zagrać, ale wtedy zdecydowanie bardziej odsyłam do Dragon Age: Inkwizycja.

Utwory z gry do przesłuchania:

Czuć tę magię w powyższych piosenkach, prawda? ;) Jeśli nie, to gwarantuję wam, że zmienicie decyzję po zagraniu w Dragon Age: Początek.

Jeśli w moim poście zauważyliście jakiekolwiek niezgodności z grą, to śmiało pisać na e-maila lub w komentarzach. Jak już wcześniej wspominałam parę razy, niedawno wróciłam ponownie do gry w Dragon Age: Początek i może mnie pamięć zawodzić lub po prostu niewiedza. O tej grze mogłabym sporo jeszcze gadać i zapewne jeszcze mi sporo do głowy przyjdzie, gdy opublikuję post. Bardzo mile widziane wasze historie z Dragon Age. Mieliście okazję zagrać i co o tej grze sądzicie? Kto najczęściej Wam towarzyszył w walce?

Dziękuję bardzo za przeczytanie mojej recenzji, to wiele dla mnie znaczy :)